Viking Beard Oil – recenzja olejku do brody

Michał z Viking Beard Oil około 3 tygodnie temu przysłał nam do przetestowania olejek do brody. Stosowałem go codziennie, obserwując jak moja broda reaguje na jego działanie.

Firma Viking Beard Oil powstała w 2018 roku. Za cel postawili sobie stworzenie porządnego, naturalnego olejku, a przy okazji zrobienie czegoś dobrego. Bo 10% dochodu ze sprzedaży kosmetyków, ekipa wikingów przeznacza na cele charytatywne. Muszę przyznać, że ten fakt nastawia mnie bardzo pozytywnie do ich produktów, ale olejek – jak zawsze – będę oceniał sprawiedliwie… i surowo.

Opakowanie

Olejek Viking Beard Oil przyszedł do nas w eleganckim sosnowym pudełku polakierowanym na czarno. Jest to jednak część zestawu prezentowego (cena 169 zł) w ramach którego dostaniemy dwa olejki oraz kartacz z naturalnego włosia dzika. Przy zakupie pojedynczego olejku nie będziemy mieli okazji doświadczyć takiego unboxingu.

Sam olejek kosztuje około 45 zł za 30 ml (uzbira.pl). Nie jest zabezpieczony kartonowym opakowaniem czy tubą. Butelka wykonana z brązowego szkła, chroni produkt przed promieniami UV. Ekipa Viking Beard Oil zdecydowała się użyć tradycyjnej pipety do aplikacji olejku, czego jestem zdecydowanym fanem. Lubię odmierzać nakładaną na brodę ilość olejku z dokładnością co do pojedynczej kropli.

Grafika na butelce jest ciekawa. Na białym, “postarzanym” tle, widnieje logo Viking Beard Oil, przedstawiające przedzielone mieczem, twarze tradycyjnego wikinga i bardziej nowoczesnego brodacza. Logo jest minimalistyczne, chociaż w swojej prostocie stylowe i dobrze oddające klimat marki. Po jego dwóch stronach widnieją znaki runiczne. Nie są one identyczne, a więc przypuszczam, mogą coś symbolizować. Nie odszyfrowałem jeszcze ich znaczenia, więc jeśli wam się uda, dajcie znać w komentarzach. ;)

Zapach

Żadnemu wikingowi zapach drewna nie jest obcy. W końcu łódki, tarcze czy domy trzeba było z czegoś wykonać. Nie dziwi więc, że oficjalny olejek wikingów ma tak silne nuty drzewne i leśne. To właśnie one, w połączeniu z nutami żywicznymi dominują zaraz po nałożeniu olejku na brodę. Po chwili jednak odsłaniają nieco więcej nut cytrusowych. Na koniec wyczuwalny jest głównie klasyczny męski zapach.

To co dla Viking Beard Oil  jest w moim odczuciu najbardziej charakterystyczne, i jednocześnie tak ujmujące, to naturalność jego zapachu. Niczym nie przypomina on sztucznych, perfumeryjnych zapachów. Aromat olejku przenosi nas w sam środek dzikiego lasu, czyni z nas podróżników, zdobywców. I to tylko po to by zaraz potem przenieść nas na tył wiejskiej chaty, gdzie dzierżąc w ręce siekierę, spoglądamy na świeżo ciosane drewno. 

Viking Beard Oil nie ma tak słodkiego zapachu jak większość olejków na rynku, co w moim odczuciu jest jego dużym plusem. Aromat olejku jest delikatny i w miarę szybko się ulatnia. Będzie się zatem dobrze komponował z odpowiednio dobranymi perfumami.

Właściwości

Viking Beard Oil składa się przede wszystkim z oleju arganowego, oleju z pestek winogron, oleju ze słodkich migdałów oraz oleju rycynowego. Są to dość dobrze znane oleje, często wykorzystywane jako składniki olejków do brody. Cieszy mnie dodatek olejku rycynowego. Jest on powszechnie stosowany w kosmetyce, aby włosy (również te na brodzie ;) ) były bardziej lśniące i miękkie. Pobudza on również cebulki włosów, przez co nasze futro może być dłuższe i nieco bardziej gęste. A tego pragnie przecież każdy wiking.

Konsystencja olejku jest bardzo rzadka, często podczas wyciągania pipety kilka kropel potrafi spaść na blat. Chciałbym, żeby olejek było nieco bardziej gęsty. Z drugiej strony jednak, łatwo rozprowadza się go po brodzie i szybko się wchłania.

Podsumowanie

Czy to olejek godny brody wikinga? Moim zdaniem tak.

Oczywiście nie jest zupełnie pozbawiony wad. Przede wszystkim chciałbym by Viking Beard Oil był nieco bardziej gęsty, a jego zapach utrzymywał się dłużej.

Olejek sprawia jednak, że moja broda jest miękka i lśniąca, a jego nut zapachowych, nawet sam Odyn by się nie powstydził ;)

Brodatość: 7/10

Brodatego dnia!

Bartek