MTB, czyli brodata przygoda #1

Bielsko/Szczyrk

Zaraziliśmy się nową pasją. I mamy głęboką nadzieję, że to nieuleczalne i zawsze będziemy to robić. Nosicielami byli nasi dobrzy znajomi Ania i Damian. Pacjentem zero – chyba Gary Fisher, który wpadł na pomysł stworzenia roweru górskiego.

Messenger.

– Robimy wyjazd. MTB. Jedźcie z nami. A że ja nie odmawiam (z reguły) a Bartek ma w końcu brodaty charakter, pojechaliśmy.

W skrócie – śmigaliśmy rowerami w górach, po trasach o różnej nawierzchni. Czasem ścieżka prowadziła przez kamienie, piasek, by potem skręcić do lasu pełnego korzeni i innych nierówności. Po drodze znajdowały  się przeszkody – głazy, równoważenie, dropy i hopy. Chociaż marzył nam się klimat w stylu downhillu – zjazdów po stromych, naturalnych ścieżkach, to jeszcze jesteśmy zbyt początkujący na tak ekstremalne klimaty. Trasy, które robiliśmy były raczej w stylu Enduro.

Żaden ze mnie ekspert, kolarstwo górskie (MTB, mountain biking) dopiero odkrywam, więc może się okazać, że wiecie o nim więcej niż ja. Jeśli tak, będę wdzięczna za wszystkie wskazówki;)

Dobra, przed wyjazdem jeszcze rzucę okiem na kosmetyczkę Bartka. No facet potrafi dbać o brodę, ale nie zaszkodzi zobaczyć co tam ze sobą zabrał. Tylko 3 rzeczy – olejek Lumberjack od HØRDE, krasnoludzkie mydło do twarzy brody od Soap Szop i kartacz ZEW. Muszę przyznać, że to całkiem niezły wybór.

Dlaczego? Bo olejek do brody to must-have na takim wyjeździe. Kiedy uprawiacie sport, a tym bardziej sport ekstremalny produkty z mocnym chwytem nie są potrzebne. No chyba że zamiast śmigać rowerem po górach, będziecie wyrywali laski w knajpie na szczycie (też dobrze – jak tak to piszcie podpowiem czym potraktować brodę w takich okolicznościach ;) ) To czego potrzebują wasze brody na rowerach to zmiękczenia, pozbycia się nikomu niepotrzebnego swędzenia i ochrony przed czynnikami zewnętrznymi – słońcem, wiatrem, piaskiem.

Lumberjack od HØRDE zdał egzamin. Bartek mówił, że broda czuła się świetnie, a leśne nuty zapachowe olejku idealnie komponowały się z otaczającą scenerią.

Bez krasnoludzkiego mydła broda by nie przetrwała. Taki wyjazd jest jednym z tych, na których brodę trzeba myć codziennie. W trakcie zjazdów i podjazdów dostaje się do niej wiele zanieczyszczeń. Wokół jest w końcu dużo pyłu, piasku, błota, nie mówiąc już o tym, że trochę się w trakcie pocimy;) Przepłukanie brody wodą nie wystarczy.

A kartacz to kartacz. Wiadomo, że każdy szanujący się brodacz weźmie go ze sobą, bo brodę trzeba okiełznać, rozczesać.

Wyruszamy 8 osobową ekipą z Anią i Damianem jako instruktorami. Pierwszy dzień w Bielsku-Białej. Rowery wypożyczamy tutaj (https://endurotrails.pl/centrum-testowe-1/wypozyczalnia). Nie tania sprawa (bo od 170 do 190 zł za dzień), ale rowery naprawdę profesjonalne, w bardzo dobrym stanie. Mniejsze przeszkody przejeżdżają same i jaka amortyzacja! Najpierw podstawy – przejeżdżamy szkoleniowo przez dwa hopy i bandę (czyli specjalnie wyprofilowany “wyższy” zakręt, którego pokonujemy w ⅔ jego wysokości). Wychodzi to różnie, no przyznam – Bartkowi lepiej, ale ja też się nie poddaje. Po kilku przejazdach, podjeżdżamy na pierwszą trasę. Przed nami “Cyganka”. Trasy oznaczone są kolorami – tak jak te, które zimą pokonujemy na nartach lub desce. Od najprostszej – zielonej, przez niebieską, czerwoną i najtrudniejszą, czyli czarną. Cyganka to oczywiście trasa zielona.

Na kolejną trasę, już niebieską, podjazd jest dużo trudniejszy, po jakimś czasie rezygnujemy z podjeżdżania i prowadzimy rowery pod górę. Trwa to jakieś 30 minut, jesteśmy wykończeni (słońce praży jak szalone), ale zachwyceni atmosferą i widokami. Patrzymy na bramkę za którą rozpoczyna się trasa. “Twister”. Ruszamy pojedynczo, bo takie są zasady. Wjeżdżam na trasę, rozpędzam się i… gleba. Przed pierwszym zakrętem. Rower osunął się na kamieniu, ja – zbyt mało doświadczona – nad nim nie zapanowałam. Sporo obić i siniaków, rozcięta łydka. To nic, ciśniemy dalej :)

W międzyczasie zjeżdżamy do bike baru, gdzie sprzedają pyszne koktajle, lemoniady i soki, a nie-rowerzyści mogą wpaść na zimne piwko. Obok grill, burgery, zapiekanki, no iście brodata atmosfera. Decydujemy się na jeszcze jeden zjazd, znów Twister – ta trasa jest wspaniała. Tym razem łapie nas deszcz. Ale się nie poddajemy. Można też w deszczu. Wracamy cali w piachu i błocie (bo deszcz), ale tak bardzo było warto!

Drugiego dnia boli wszystko. Przynajmniej mnie ;) Jesteśmy w Szczyrku, dokładnie w tym miejscu, w którym jeszcze kilka miesięcy temu śmigałam na desce. Tutaj wygląda to trochę inaczej. Do każdej trasy prowadzą wyciągi, więc nie musimy już robić podjazdów, jak poprzedniego dnia. Moja kondycja bardzo się z tego cieszy. Wjeżdżamy gondolą, w której mieszczą się dwa rowery. Pierwsza trasa to Hip Hopa flow. Ale odjazd. Jeżdżę z Bartkiem, i chociaż ląduje na ziemi jeszcze jakieś 3 razy, on mówi że radzę sobie super. Hmm, po prostu przestałam bać się prędkości :)

Po kilku zjazdach Ania z Damianem zabierają nas na trochę trudniejszą trasę. Tym razem wyciąg krzesełkowy. Przed nami Hip Hopa air. Większe hopy, ostrzejsze zakręty, jest stromiej. Jest bosko. Już się nie przewracam. Jadę z Damianem. Ania z Bartkiem z przodu. Hopa, zwykły zakręt, banda. Bartek za trasą. Przewrócił się. Chyba pierwszy raz. Ale od razu wstaje. Jedziemy dalej, następna banda. Bartek za trasą. Też wstaje. Ale wygląda źle. Złamał rękę? Zwichnął bark? Nie wiem. Na szczęście broda cała – ale mimo to dzwonię do TOPRu. Schodzimy z góry. Jedziemy do szpitala. I tak, zamiast grilla pożegnalnego – SOR w Bielsku-Białej.

Bartek nic nie złamał. Minie trochę czasu zanim jego bark odzyska sprawność, ale w następnym roku na pewno zobaczę go na rowerze. Mnie zobaczycie tam jeszcze w tym sezonie. Bo było niesamowicie. I chociaż moje nogi w całości pokrywają siniaki, już nie mogę doczekać się następnych zjazdów. Rowerowej atmosfery. Niesamowitych ludzi, którzy zagadują do nas na szlakach, wspaniałej pogody, świeżego powietrza, adrenaliny, wyzwania. I tych burgerów w bike barze. I grillowania wieczorami.

Ofc piszcie jeśli potrzebujecie więcej info o wyjeździe – gdzie wypożyczyć sprzęt, jakie są ceny, jakie trasy. Nie dałam rady zmieścić wszystkiego w jednym artykule, a zawsze chętnie pomogę.

Też jeździcie na rowerach? Dacie się namówić na mtb? A może już w tym wymiatacie i wesprzecie nas jakąś brodatą radą? Albo macie pomysł na brodatą przygodę #2? Dajcie znać w komentarzach, a ja lecę ogarniać studio, w którym niedługo nagramy dla was pierwszy filmik na YouTube ;)

Ewelina